Mam 45 lat i jestem w perimenopauzie. Przez lata można było na mnie polegać w pracy. Potem przyszła mgła w głowie, fale gorąca i zjazdy energii.
Mam 45 lat i przez lata byłam dumna z tego, że w pracy jestem osobą, na której można polegać. Potrafiłam ogarniać projekty, ludzi i trudne rozmowy bez tracenia spokoju. Ostatnio zaczęło się to sypać po cichu: więcej notatek, więcej sprawdzania maili, więcej gorąca na spotkaniach i coraz mniej siły po pracy.
Mam na imię Monika. Przez kilkanaście lat pracowałam z klientami, terminami i zespołem. Lubiłam to, że można było na mnie polegać. Byłam dumna, że nawet w trudnym tygodniu umiałam wejść na spotkanie przygotowana i spokojna.
Dlatego tak długo nie chciałam przyznać, że coś się zmienia.
Najpierw mail, który kiedyś napisałabym w pięć minut, zaczęłam czytać trzy razy przed wysłaniem. Potem zdanie urwane w połowie, bo nagle nie mogłam złapać prostego słowa. Później fala gorąca na spotkaniu, dokładnie wtedy, kiedy wszyscy patrzyli na mnie.
Nie wyglądało to jak jeden wielki kryzys. Bardziej jak seria drobnych momentów, po których wracałam do biurka i myślałam: co się ze mną dzieje?
- • Gubiłam wątek na spotkaniach, chociaż wiedziałam, co chcę powiedzieć.
- • Czytałam maile po kilka razy, bo mniej ufałam swojej koncentracji.
- • Zalewało mnie gorąco w sali konferencyjnej albo przy rozmowie z klientem.
- • Około 15:00 kawa nie dawała jasności, tylko większe napięcie.
- • Bałam się, że inni zauważą, że coraz częściej walczę z własnym ciałem.
Najgorsze nie było samo gorąco ani jedno zapomniane słowo. Najgorsza była myśl, że w pracy zaczynam tracić swobodę, którą miałam przez lata.
Zaczęłam organizować dzień wokół tego, żeby nikt nie zauważył
Zaczęłam przychodzić na spotkania z większą liczbą notatek. Nie punktów, tylko gotowych zdań. Na wszelki wypadek.
Zaczęłam wybierać ciemniejsze bluzki i luźniejsze marynarki, żeby łatwiej ukryć pot.
Zaczęłam mówić mniej. Nie dlatego, że nie miałam nic do powiedzenia. Tylko dlatego, że coraz częściej bałam się momentu, w którym głowa mi się zawiesi albo ciało nagle zaleje fala gorąca.
Najgorsze były popołudnia. O 15:00 dalej siedziałam przy komputerze, ale czułam, jakby ktoś wyjął ze mnie baterię. Kawa pomagała na chwilę. Potem robiłam się bardziej spięta, bardziej nerwowa i jeszcze mniej skupiona.
Wtedy zaczęłam myśleć: może ja naprawdę gorzej sobie radzę?
Najpierw próbowałam rozwiązać to siłą
Najpierw robiłam to, co wydawało się logiczne: więcej kawy, lepsze notatki, wcześniejsze kładzenie się spać, badania krwi, tarczyca, B12, podstawowe wyniki.
Nie żałuję, że to sprawdziłam. To było potrzebne.
Ale po kilku miesiącach zobaczyłam, że nadal kręcę się wokół tych samych problemów: słabszy sen, napięcie przed spotkaniami, gorąco pod presją, zjazd energii po południu i głowa, która nie zawsze działała wtedy, kiedy najbardziej jej potrzebowałam.
Kawa dawała pobudzenie, ale czasem dokładała nerwowości. Notatki pomagały na spotkaniu, ale nie zmieniały tego, że bałam się własnej reakcji. Wcześniejszy sen był dobry w teorii, tylko że jeśli budziłam się o 4:00, sama decyzja “pójdę wcześniej spać” nie rozwiązywała sprawy.
Przełom przyszedł przez rozmowę z Martą
Spotkałam się z Martą, znajomą z poprzedniej pracy. Ma 51 lat, prowadzi zespół i jest osobą, która raczej sprawdza wszystko dwa razy, zanim coś kupi.
Powiedziałam jej wprost, że nie chodzi już tylko o zmęczenie. Chodzi o to, że coraz częściej boję się własnej reakcji w pracy.
Marta powiedziała: “Ja też długo myślałam, że muszę po prostu bardziej się pilnować. Dopiero później zaczęłam czytać o kortyzolu, perimenopauzie i adaptogenach. Poczytaj o Reishi. Ja trafiłam na nie właśnie przy temacie stresu, snu i przeciążenia.”
To było pierwsze zdanie, które miało dla mnie sens. Bo ja nie chciałam tabletki na koncentrację. Nie chciałam hormonu. Nie chciałam czegoś, co obiecuje, że nagle “naprawi głowę”.
Chciałam zrozumieć, dlaczego mój organizm tak szybko reaguje na presję i dlaczego po pracy mam tak mało siły.
Dopiero wtedy zaczęłam szukać
Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam to w całości. Mgła mózgowa, fale gorąca, zjazd energii, nerwowość, słabszy sen. Wcześniej traktowałam je jak osobne problemy. A one bardzo często pojawiały się razem, szczególnie po gorszej nocy, kawie i dniu pełnym presji.
Słowo, które wracało najczęściej: kortyzol
Kortyzol to hormon mocno powiązany ze stresem.
Nie jest “zły” sam w sobie. Organizm potrzebuje go, kiedy trzeba się zmobilizować: przed prezentacją, trudną rozmową, krótkim terminem albo po słabej nocy.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy słabszy sen, kawa, presja spotkań i perimenopauza nakładają się na siebie dzień po dniu.
Wtedy ciało może szybciej reagować gorącem, napięciem i spadkiem energii, a głowa może gorzej znosić momenty, w których trzeba mówić jasno, szybko i pod presją.
Koncentracja: pod presją łatwiej było mi zgubić wątek albo wrócić do tego samego maila trzeci raz.
Gorąco: ciepła sala, kawa, stres i słabszy sen coraz częściej kończyły się falą gorąca na spotkaniu.
Energia: po południu nie byłam tylko zmęczona. Czułam, że organizm cały dzień działał na spięciu.
To był ważny moment. Nie dlatego, że nagle znalazłam jedno magiczne wyjaśnienie. Tylko dlatego, że przestałam patrzeć na siebie jak na osobę, która “gorzej ogarnia”.
Zaczęłam widzieć, że mój organizm może po prostu gorzej znosić obciążenie niż kilka lat wcześniej.
Co znalazłam, kiedy zaczęłam sprawdzać Reishi
Najprościej zrozumiałam to tak: Reishi nie działa jak kawa. Nie ma dawać szybkiego kopa. Reishi nie działa jak hormon. Nie ma udawać estrogenu.
Reishi jest adaptogenem, czyli składnikiem stosowanym w kontekście wspierania organizmu w adaptacji do stresu.
A skoro moim głównym problemem było to, że praca zaczęła kosztować mnie coraz więcej energii, a ciało coraz szybciej reagowało na presję, ten kierunek zaczął wyglądać logicznie.
W jednym z badań Reishi było analizowane przy jakości życia, śnie i codziennym funkcjonowaniu.
Kobiety przyjmowały 6 g Ganoderma lucidum dziennie przez 6 tygodni.Nie odczytałam tego jako obietnicy, że Reishi rozwiąże moje problemy w pracy. Dla mnie ważne było coś prostszego: Reishi nie jest przypadkowym trendem z internetu. Jest badane w kontekście funkcjonowania, zmęczenia, regeneracji i adaptacji.
Potem zaczęłam widzieć Reishi u ludzi, którzy mówią o stresie, śnie i adaptogenach
Nie przekonała mnie jedna reklama ani jeden wpis. Bardziej to, że Reishi zaczęło wracać w kilku różnych miejscach: u specjalistów od zdrowia kobiet, w rozmowach o kortyzolu, w przepisach wellness i przy temacie grzybów funkcjonalnych.
To nie znaczyło, że Reishi jest “cudem na wszystko”. Dla mnie znaczyło coś prostszego: to nie jest anonimowy składnik z reklamy. To część większej rozmowy o stresie, regeneracji i tym, jak organizm radzi sobie z obciążeniem.
Dlaczego wybrałam Senya Reishi
Na Senya Reishi trafiłam później, kiedy wiedziałam już, czego szukam.
Nie chciałam hormonu. Nie chciałam alkoholu. Nie chciałam kofeinowego pobudzenia ani kolejnej skomplikowanej rutyny. Chciałam prostego rytuału, który pasuje do tematu stresu, snu i kortyzolu.
Senya to suplement diety z ekstraktem Reishi 10:1 w kroplach. Bez alkoholu i bez hormonów. Jedna porcja dziennie zgodnie z etykietą.
Najważniejsze było dla mnie to, że nie kupuję “tabletki na koncentrację” ani “czegoś na uderzenia gorąca”. Kupuję prosty rytuał z adaptogenem, który ma wspierać organizm w adaptacji do stresu.
To było dokładnie to pytanie, do którego doszłam po miesiącach dociskania siebie:
jeśli stres, sen i kortyzol są częścią mojego dnia pracy, jak mogę zacząć wspierać organizm wcześniej, zanim spotkanie albo popołudnie znowu mnie rozłożą?
Senya · Reishi · ekstrakt 10:1
Krople — nie kapsułki. Prosty rytuał bez hormonów i bez alkoholu.
- Reishi jako adaptogen — kierunek związany ze wsparciem organizmu w adaptacji do stresu.
- Ekstrakt Reishi 10:1 w formie kropli z pipetą.
- Bez hormonów i bez alkoholu.
- Jedna porcja dziennie zgodnie z etykietą.
- Prosty rytuał dla kobiet 40+, które chcą pracować ze stresem i przeciążeniem, a nie tylko dokładać kolejną kawę.
Co zaczęłam zauważać po czasie
Nie było efektu jak po espresso. I dobrze. Gdybym poczuła nagłe pobudzenie, pewnie od razu bym się wycofała.
Zmiany były bardziej spokojne i codzienne. Nie obudziłam się nagle jako inna osoba. Po prostu zaczęłam czuć, że dzień pracy nie wytrąca mnie tak łatwo jak wcześniej.
Na początku nie było wielkiej zmiany. Ale sam rytuał dał mi poczucie, że w końcu robię coś regularnie dla siebie, a nie tylko gaszę kolejne problemy kawą i dłuższą listą zadań.
Zaczęłam czuć się spokojniejsza przed spotkaniami. Nadal robiłam notatki, ale nie pisałam już całych zdań z obawy, że głowa mnie zawiedzie.
Najbardziej zauważyłam różnicę przy falach gorąca. Kiedy robiło mi się ciepło na spotkaniu, nie wpadałam od razu w panikę, że wszyscy to widzą. Łatwiej było mi wrócić do rozmowy.
Po pracy nie czułam się już tak często całkowicie odcięta. Nadal bywałam zmęczona, ale częściej miałam jeszcze siłę na normalny wieczór, a nie tylko przetrwanie do łóżka.
Co finalnie zrozumiałam
Nie napiszę, że od tamtej pory nigdy nie zgubiłam słowa albo nigdy nie zrobiło mi się gorąco na spotkaniu. Nie byłoby to prawdziwe.
Największa zmiana była inna: przestałam mylić przeciążenie organizmu z tym, że “gorzej ogarniam”.
Praca nadal bywa wymagająca. Nadal są terminy, klienci, prezentacje i dni, kiedy wszystko dzieje się naraz. Ale ja szybciej widzę, kiedy wchodzę w dzień po słabym śnie, na kawie i napięciu.
I zamiast czekać, aż ciało zareaguje w środku spotkania, zaczęłam działać wcześniej.
Zamów Senya Reishi
Jeśli ten tekst brzmi znajomo, Senya Reishi może być dla Ciebie prostym początkiem. Nie jako lek. Nie jako obietnica, że praca nagle stanie się łatwa. Tylko jako codzienny rytuał z adaptogenem, bez hormonów i bez alkoholu.
Możesz wybrać jedną butelkę albo subskrypcję miesięczną. W subskrypcji cena jest niższa, dostajesz materiały cyfrowe i możesz łatwiej trzymać rytm przez 90 dni.
W subskrypcji otrzymujesz: Protokół 90-dniowy, Plan Awaryjny oraz Listę badań i pytań do lekarza.
→ Sprawdź dostępność Senya Reishi Subskrypcja miesięczna: 125 zł / miesiąc
Anna, 47
2 godziny temu
U mnie na spotkaniu uciekło słowo “marża”. Niby drobiazg, ale potem cały dzień myślałam, czy ktoś zauważył, że się zacięłam.
Kasia_projekty
4 godziny temu
Najbardziej pasuje mi fragment o mailach. Też czytam wszystko po trzy razy, bo mam wrażenie, że głowa przepuszcza szczegóły.
Marta, 51
wczoraj
Fale gorąca w sali konferencyjnej to jest koszmar. Człowiek próbuje mówić normalnie, a ciało robi swoje.
Ela
wczoraj
U mnie największy zjazd jest około 15:00. Kiedyś kawa pomagała, teraz często tylko bardziej mnie nakręca.
Redakcja dlakobiet.pl
Komentarz przypięty
Przypominamy: materiał ma charakter edukacyjny i reklamowy. Suplement diety nie zastępuje konsultacji ze specjalistą. Przy chorobach, lekach, ciąży lub karmieniu warto skonsultować stosowanie suplementów z lekarzem.